wtorek, 17 grudnia 2013

2.16. Zamiana.

Julia robiła dosłownie wszystko z fryzurą Leyi aby wyglądała jak najwspanialej.
-Nie rozumiem cię Julice... To tylko włosy!-marudziła Leya
-W twoim wypadku nawet pojedynczy włos jest bardzo ważny.

Najwyraźniej tą samą zasadę przyjęto w Wielkiej Sali. Wchodząc do niej w pierwszej chwili nie wie się gdzie tak naprawdę się jest. Wszystko było perfekcyjnie pokryte lodem nadając pomieszczeniu niesamowitego piękna, które z łatwością sprawiały stan zapomnienia o wszystkim poza sprawami związanymi z balem. Z Wielkiej Sali biło ciepłem, ciepłem wywołanym przez gorącą atmosferę tak długo wyczekiwanego balu. Leya wraz z Julice stały w sali wejściowej. Leya była pełna nerwów, a Julice żywo krytykowała stroje innych dziewczyn.
-Nie rozumiem! Jak można ubrać niebieską sukienkę i czerwone buty?-zapytała
-Nie wiem naprawdę.-Leya przeskakiwała z nogi na nogę
-A tobie co?
-Boję się.-wyznała Leya
-Błagam! Twój kok nie ma prawa się rozpaść, a jeżeli nawet to nic się nie stanie. Twoja sukienka jest w porost boska, umiesz tańczyć no i idziesz na bal z najpopularniejszym chłopakiem w szkole.
Wszystko było prawdą. Długa, czerwona sukienka Leyi z rękawami zakończonymi falbanką. Sukienka wyglądała lepiej na Leyi niż na wieszaku zrobiła z niej kogoś innego niż zazwyczaj. Uważana za zdolną, twardą i przebiegłą osobę zamieniła się w delikatną i bezbronną księżniczkę. Wzbudzało to nie ukrywany podziw wśród uczniów którzy już pojawili się w Wielkiej Sali.
-No i jeszcze wspaniały amulet i ta delikatna połowa serca... Na serio od kogo ją masz?
-Julice! Rusz głową choć raz!
-Marcus i Gabriell.-powiedziała cicho Julia
-Czy ty naprawdę...
-Nie na serio! Zobacz!
Miała rację. Gabriell i Marcus szli w milczeniu w stronę dziewczyn. Leya spojrzała na Gabriella automatycznie. W czarnej wyjściowej szacie i białej koszuli wyglądał jeszcze wspanialej niż zazwyczaj. Bardziej poważniej, doroślej, odpowiedzialnie...
-Leya!-szturchnęła ją Julia
-Co!?-oburzyła się wyrwana z myśli.
-Jesteśmy na balu...-Julia zaczęła opisywać jej swoje położenie w zamku.
-Naprawdę myślisz, ze jestem tak upośledzona aby nie wiedzieć gdzie jest co w Hogwarcie?
Roześmiali się wszyscy.
-Ale teraz do rzeczy.-zaczął Gabriell poważnym, ale rozbawionym tonem-Mamy dla was propozycję transakcji.
Dziewczyny spojrzały po sobie w znaku zapytania.
-Zaraz... Od kiedy jesteśmy towarem za galeony?-zaśmiał się Marcus
Gabriell uderzył się w czoło.-Z kim ja pracuję...uhhmmm...Mniejsza. Więc mamy propozycję wymiany parą do tańca.-wydusił z siebie Gabriell wyraźnie zakłopotany
Julia spojrzała na Leyę. Ta natomiast walczyła sama ze sobą.
-Mi to nie przeszkadza.-zgodziła się Julia
-Leya?-Gabriell podszedł do niej i podał jej rękę. Za kilka chwil zacznie się taniec drużyn Turnieju.
-Szczerość, nadzieja i śmiech.-podała rękę Gabriellowi powstrzymując się od dodania jeszcze jednego sześcio literowego wyrazu.

-A więc zacznijmy!-otworzył bal Siwobrody.
Uczniowie stali w kole. Drużyny z Dumstrangu, Beaxbatons i Hogwartu ustawiły się w środku koła według wcześniejszych ustaleń o których żaden z uczniów nic nie wiedział.Wszędzie panowało podniecenie i oczekiwanie na dalszy przebieg wydarzeń. Leyę dopiero teraz opanował strach przed błędem w tańcu. Drżała.
-Hej Leya. Spokojnie.-szepną Gabriell
-Łatwo powiedzieć.
-Zaufaj i pomyśl, że każde złe wspomnienie zamienia się w kupę śmiechu.
Bo tak było. Muzyka wypełniła Wielką Salę. Po kilku krokach na twarzy Leyi pojawił się uśmiech z nie wiadomo czego. Nie popełnili najmniejszego błędu.

Trzy czy cztery utwory jeden po drugim zalatywały głębokim romantyzmem który delikatnie uspokoił wszystkich. Leya widziała zadowoloną Julię z Marcusem który najwidoczniej zabrał się za opowiadanie kolejnej jego rozbawiającej historyjki co w Julice wzbudzało podziw.
Wielką niespodzianką ukazała się piątka muzyków z zespołu o dziwnej nazwie natomiast ich muzyka mała w sobie coś na wzór połączenia wielkiej ochoty do tańca, energii i zabawy z przyjaciółmi. Drużyna Gryffindoru bawiła się szalenie w towarzystwie przyjaciół z poza Drużyny-Nadziei. Gdy Leya sobie to przypominała następnego dnia stwierdziła, że nigdy w życiu nie bawiła się tak dobrze. Zabawa trwała dwie i pół godziny.

Nieubłaganie zbliżała się północ. Kilka osób było już w dormitoriach śpiąc słodko. Zespół grał ostatnią piosenkę tego wieczoru, a żeby było zabawniej wolną. Leya tego nie zauważyła, ale dopiero teraz w Wielkiej Sali pojawiła się Nonlee.
Julia tańczyła wtulona w Marcusa z szerokim uśmiechem na twarzy. Leya z Gabriellem byli w drugiej części Wielkiej Sali. Oboje zmęczeni, ale szczęśliwi nie tylko z powodu wspaniałej muzyki. Byli szczęśliwi, że są razem.
-Tak więc? Warto było się bać?-zapytał Gabriell
-Bardziej warto było posłuchać tej świetnej muzyki, a ja słucham tylko najlepszych utworów.
Zaśmiali się po czym spojrzeli sobie w oczy. Leya dopiero teraz zauważyła jak blisko jest Gabriell, jak piękne i pełne radości są jego oczy...
Julia stanęła nagle jak wryta z otwartymi szeroko oczami. Marcus uśmiechnął się. Oboje wpatrywali się w Leyę i Gabriella już nie tańczących.
Całowali się już od kilki sekund.
Nonlee uśmiechnęła się szyderczo na ich widok.

wtorek, 3 grudnia 2013

2.15. Złamane srebro


2.15. Złamane srebro


            Gabriell odetchnął na jakiś czas. Gryffoni grają mecz dopiero po świętach. Treningi też stały się lżejsze, a co sobotę odbywała się kolejna lekcja tańca. Czas mijał szybko i w miarę spokojnie, że (wywiad Leyi nie zrobił wielkiej furory w szkole) aż za spokojnie.
Był piątkowy wieczór. Leya, Julice i Lysander siedzieli przy kominku ciesząc się ostatnią rozmową przed świętami. Jutro rano Hogwart Express zawiezie ich na King's Cross. Tym razem są w mniejszości uczniów. Wszystko przez bal.
-Jula dlaczego się jeszcze nie spakowałaś?-zapytał Lysander.
-Bo nie jadę do domu. Zostaję na bal.
-Ja kto?-dopytuje się Leya
-Zdziwisz się. Idę z Gabriellem.-oznajmiła spokojnie Julice
To było wielką niespodzianką. Leya zrobiła kamienną minę.
-Od kiedy?-dopytywał Lysander
-Od niedawna. Mniejsza. Robię to tylko dla tego, że wyświadczam mu przysługę. Wiesz Victoria...
-Nie wspominaj.-poprosiła Leya i schowała nos w pergamin, a w ręku trzymała ołówek.


           W Hogwarcie wszędzie pachniało wysokimi choinkami zdobionymi bombkami głównie w kolorach domów. Atmosfera świąt zaczęła oczarowywać każdego. Leya robiła się coraz bardziej niespokojna. Czekała na paczkę od babki z nie byle czym. Pojawiła się z innymi prezentami w dormitorium. Gdy Leya wstała Julia już zabierała się za rozrywanie ozdobnego papieru.
-Wesołych świąt.-Leya usiadła na łóżku biorąc swój pierwszy prezent w czerwonym papiarze.
-Szczęśliwych świąt.-odpowiedziała Julia trzymając torebkę z Fasolkami Wszystkich smaków i dwa pudełka czekoladowych żab.
-Mam nadzieję, że będą szczęśliwe.-mruknęła Leya.
-Muszą być! Już nie mogę się doczekać balu!-teraz Julia podziwiała srebrną bransoletkę z pięcioma złotymi gwiazdami.
-Śliczna. Od kogo?
-Lysander Leya. A co ty tam masz?
"Ciekawe zaprawdę ciekawe..."
-Czekoladowe żaby, fasolki, książkę "Przydatna Czarna Magia" od Lysandra, "Quiddith przez wieki"  od Marcusa i... co?
Leya z malutkiego czerwonego pudełeczka wyciągnęła srebrną połowę złamanego serca. Z doczepioną karteczką.
-Co jest?-Julia podeszła do Leyi zobaczyć co przyjaciółka trzyma w reku, ale ona szybko schowała łańcuszek i otworzyła ostatnią paczkę: od babki.
-Jaka śliczna!-krzyknęła Julia.
To była sukienka. Długa, zwiewna z delikatnego materiału. Miała długie rękawy zakończone falbankami. W tali miała pasek z złotą klamerką. Była po prostu idealna.
-Będziesz królową balu zobaczysz. Ja idę na śniadanie.-Julia pospiesznie wyszła z pokoju zostawiając podarty papier na swoim łóżku i podłodze.
"Jeszcze tego ci brakuje Leya"
Ciekawość wzięła górę nad rozsądkiem. Leya jeszcze raz spojrzała na złamane serce.
"Kartka jest zbyt mała aby wszystko opisać, a słów zbyt mało aby ułożyć logiczne zdania, ale serce tłumaczy nam dosłownie wszystko."
Leya uśmiechnęła się na widok kaligrafii Gabriella. Zazwyczaj pisze gorzej co pokazuje tłumacząc taktyki przeciwników.
-Gabriell... Naprawdę musieliśmy tak wpaść między rozumem, a sercem które ciągle są w kłótni i którego byś nie wybrał i tak będzie się miało albo kłopoty albo wyrzuty sumienia?

wtorek, 26 listopada 2013

2.14. Krzyk Julice

2.14. Krzyk Julice


          Wszyscy opuścili już stadion. Leya szła powoli z Gabriellem do zamku. Do rozpoczęcia zajęć jest jeszcze półtora godziny. Szli w milczeniu przez biały puch. Mróz przestał być dokuczliwy. Leyę zastanawiało co się stało z Gabriellem. Bo coś musiało.
-Wiesz... Przepraszam.-przerwał krępującą ciszę-Oszalałem i teraz żałuję. Victoria... To cholerny błąd którego nie powinno być!
-Błędy są po to aby było lepiej i tylko po to.-Leya nie spoglądała na niego. Bała się nawet krótkiego spotkania ich wzroku.
-Może... Jesteś mądrzejsza ode mnie.-przyznał spuszczając głowę
-Nie prawda. Nie potrafię wyczarować patronusa, a ty owszem.-Leya nie wiedziała skąd te myśli przeszły przez jej głowę.
-Uwierz mi to nie jest trudne. Kiedyś cię tego może nauczę.
-Może...-szepnęła sama do siebie Leya
-To zaklęcie nie jest już przez nikogo używane. Nawet przez aurorów. Ministerstwo w pełni panuje nad dementorami. Maję ich pod silnymi zaklęciami.
-To ciekawe jak rok temu napadli mnie dementorzy.
-Może nie istnieje człowiek który odpowie na to pytanie.
-Ciągle to tylko może i może...-marudzi Leya
Nie są już daleko od zamku.
Gabriell staną i odwrócił się przodem do Leyi. Jak dla niej stoją zbyt blisko siebie, ale nie może nic z tym zrobić... a może nie chce?
-Wszystko jet możliwe gdy nadal jest przed nami.
Stało się. Ich wzrok spotkał się kolejny raz. Z każdą sekundą byli coraz to bliżej...
-Leeeeyaaaaa!!!-to Julia się drze i nagle wyrasta obok nich.-Oh...-wydusiła tylko na ich widok.
-Co?-pyta zakłopotana Leya-Czego się drzesz?-pyta z uśmiechem.
-Nonlee cie szuka. Ma zezwolenie od dyra na wywiad z tobą.-oznajmiła zadyszana.
-Kiedy?
-TERAZ!-krzyknęła w odpowiedzi Julice.
-Tia... Będzie zabawnie. To pa.-rzuciła i pobiegła w stronę zamku.


Nonlee czekała na nią w sal wejściowej. W ręku trzymała swój notatnik, kałamarz do połowy napełniony niebieskim atramentem i zielone, zwykłe pióro.
-Dobrze, że jesteś. Chyba nie chcesz ominąć całej lekcji historii magii prawda?-zapytała spokojnie-chodź
"Nie... Lepiej, że ominie mnie historia magii."
Weszły do dużej, opuszczonej klasy. Nonlee usiadła za biurkiem profesorskim i przygotowała wszystko do pisania.
-Wingardium Leviosa.-szepnęła Leya unosząc jedno z krzeseł. Postawiła je na przeciw Nonlee i usiadła dziwnie spokojna.
-Nie będzie dużo pytań Leya. Tylko na pewno zaskakujące odpowiedzi...


Nie było czasu aby opowiadać o pytaniach Nonlee, nie było czasu zastanawiać się co wstąpiło w Gabriella aby znowu wystawiać Leyę na pozycję szukającej, nie było czasu, aby zastanowić się dlaczego gdy Leya chwyciła "Najbardziej pomocne eliksiry." z biblioteki jednocześnie amulet zrobił się gorący, a wstęga na prawej ręce zabolała. Dziś Gryffindor gra z Krukonami.


Kolejny raz wspaniałe emocje, kolejny raz wiatr w rozpuszczonych włosach, kolejny raz trybuny pełne krzyku i kolejny raz zadanie: złapać znicz za wszelką cenę. Jak się okazało było to nie łatwe.
Wszystko przez śnieg. Wielkie płatki sypały się tak gęsto, że w odległości dwóch metrów nie było nic widać.  Jak się okazało stało się to wybawieniem.
Znicz wisiał w powietrzu za plecami ścigającego Krukonów. Gdyby nie śnieg, Gryffoni by już dawno przegrali, a tym czasem właśnie odwrotnie. Wygrali do zera po jakichś dziesięciu minutach. Tak więc dobre imię Leyi wróciło nie tylko w Gryffindorze. Pro po Gryffonów ci zaczęli przestrzegać swoją zasadę turniejową. Zaczęła się impreza.

niedziela, 24 listopada 2013

2.13. Coś się nie zgadza...


2.13. Coś się nie zgadza...


            W każdy bądź razie to nie był koniec widowiska w Wielkiej Sali. Zaraz po zakończeniu lekcji Victoria nie oszczędziła Gabriellowi afery.
-Co ty ogóle wyprawiasz? Chcesz się jeszcze bardziej skompromitować niż już jesteś? I kompromitujesz mnie!-darłaś się w tym samym miejscu co tańczyła kilka minut temu.-Tutaj chodzi o moją sławę i twoją!
-Twoją? Od kiedy to? I po drugie sława nie jest dla mnie. Nie widzisz tego nadal?
-Jak sława może cie nie interesować? Zachowujesz się jak ta mała Fire...-Victoria była pełna gniewu
-Czyli jaki?-w głosie Gabriella słychać było wściekłość
-Taki do niczego. Nie znam gorszego określenia tak, żeby nie klnąc.
-Skoro jestem taki do niczego to dlaczego się ze mną zadajesz? Dlaczego chcesz się non stop całować?-Gabriell pyta z ogromnym gniewem. W ręku trzyma różdżkę.-Bo jestem kapitanem Drużyny-Nadziei? Bo jestem sławny? Odpowiedz!-krzyknął
-Od kiedy to kocha się za coś?-wykręciła się sprytnie Victoria, w jej oczach zabłysnął strach.
-Koniec!-wrzasnął i poszedł w stronę Gryffindoru. Marcus spojrzał na Leyę z szokiem w oczach.
-No i co ja zrobiłem?-zapytał ni to siebie, ni to przyjaciółkę.
-W każdym bądź razie może coś zrozumiał.-Leya również odwróciła się i już bez żadnego słowa powoli wraca do Gryffonów w pokoju wspólnym. Dziwnie jej ulżyło.


            Następnego dnia tak jak się spodziewał Marcus Nonlee brutalnie opisała wyczyny Gabriella i Victorii i dodatkowo napisała całą ich kłótnie, którą słyszało wielu uczniów. Wszędzie było słychać śmiechy. Nawet drużyna stała przy stoliku i śmiała się na cały pokój wspólny. W całej szkole tylko dwóm osobom nie było do śmiechu: Gabriellowi i Leyi.
Gabriell starał się wymazać jak najszybciej wszystkie wspomnienia związane z Victorią dlatego poszedł do sowiarni i wpatruje się daleko za zaśnieżony horyzont.
Leya udaje, że uczy się uroków jednak rozmyśla nie wiedząc co o tym myśleć. Garbriellowi należy się taki los za to co zrobił? Gdzieś tam głosik piszczy: "Nie!"


            -Leya...-Marcus siada obok niej w kącie pokoju wspólnego
-Hm?-pyta nie odrywając wzroku z książki.
-To nie ja... Trzymaj.-podał jej złożony na cztery pergamin.-Znalazłem to idąc przez chwilę za Victorią-szepnął.
-Po co za Victorią hm?-zaciekawiła się Leya
-Z ciekawości i tyle...-odszedł.
Na pergaminie było tylko jedno zdanie: "Ciepło i ogień da ci odpowiedź" Co to znaczy? I po co to Victorii?


             Drugi grudnia przyszedł jak dla Leyi za wcześnie. Wszystko toczyło się własnym spokojnym, zimowym rytmem. Tereny i zamek Hogwart okryty był grubym puszystym płaszczem ślicznego śniegu. . Ale przede wszystkim wszyscy czekali na dzisiejszy mecz: Gryffoni przeciw Krukonom. Wszystko wskazywało na wygrane Drużyny-Nadziei. To tylko podsycało emocje. Emocje w uśpionych uczniach.
Leya była obojętna co do meczu. Tęsknota za lataniem na miotle wzmogła się jeszcze bardziej tak jak obawa o zwycięstwo Gryffonów. Oni właśnie zaczynali swój poranny trening nie zwracając uwagi na mróz. Leya mimo zaspanych oczu wyszła z zamku i rysowała niedaleko stadionu. Nagle na miotle przylatuje Marcus.
-Leya! Czemu nie ma cie na stadionie?-pyta szybko
-A niby czemu miałabym tam być? Przecież z wami nie gram...-odpowiedziała spokojnie
-No właśnie... Albo pojawisz się na stadionie, albo będziesz mieć problem z kapitanem.
"Już mam problem."
Wstała, chwyciła torbę i pobiegła na stadion.
Chłopacy już trenowali. Leya z masą pytań w głowie ubrała się w strój do Quidditha i wyjęła z schowka swoją wspaniałą miotłę. Wyszła na stadion. Gabriell na nią czekał. Pozostali byli w powietrzu.
-Marcus skup się! Oliwer przyłóż się! Macie wszyscy traktować Krukonów jak przeciwników lepszych od siebie!-wrzeszczał
Leya podeszła do niego. Nie rozumiała już kompletnie nic.
-Wytłumaczysz mi o co w tym wszystkim chodzi bo już nie wiem?-zapytała Leya
-Też się nad tym zastanawiam. Czuje się jakbym przebudził się z działania jakiegoś zaklęcia... Nie mamy czasu na wyjaśnienia. Szukającym Krukonów...
Gabriell zaczął ostrzegać ją przed trikami szukającego z Ravenclaw. Mówi płynnie jakby przygotował sobie wcześniej przemowę. Mówi jakby nie było między nimi żadnej kłótni...
Leya odpycha się od ziemi. Znowu jest w powietrzu. Szuka znicza. Teraz i ją pochłonęły obawy przed meczem.

2.12. Koło w Wielkiej Sali


2.12 Koło w Wielkiej Sali.


           Każdy wiedział, że ten dzień nie będzie normalny tylko pełen niespodzianek. Nie inaczej...
Na tablicy pojawiło się nowe ogłoszenie: Pierwsza lekcja tańca odbędzie się o godzinie dziesiątej w Wielkiej Sali jednocześnie dla wszystkich domów o godzinie dziesiątej rano. Tak więc znowu zrobiło się w szkole gorąco na samą myśl o tym wydarzeniu.
Leya stojąc pod tablicą jakoś nie miała dobrej miny. Szybko zebrała w jedno miejsce Julię i Lysandra. Wieści które miała nie były zbyt zadowalające.
-Co jest?-krzyknęła Julia
-Cicho! Chodzi o Victorię-szeptała Leya z tajemnicą w głosie.
-Niby co nowego?-zapytał Lysander.
-Wczoraj prawie całą noc wpatrywałam się w Mapę Huncwotów, bo nie mogłam zasnąć (tak geniuszu nie ma to jak rozpaczać nad losami Drużyny-Nadziei w Turnieju skoro możesz zmienić jego przebieg) i w końcu w Wielkiej Sali pojawiło się imię i nazwisko: Orina Hale.
-Nie ma takiego profesora.-oznajmiła Julia
-Nie musi być to profesorka.-zauważył Lysander-Czemu nie kucharka?
-Po pierwsze jesteśmy w Hogwarcie, po drugie nie wiesz o skrzatach domowych?
-Jeny! A kto wie o ich  istnieniu?
-Przestańcie rozmawiać o czymś sprawach nie istotnych w tej chwili!-Leya podniosła głos
-Nie wiemy nic o tej kobiecie. Masz jakieś domysły?-zapytał Lysander poważniejąc
-No w tym sęk, że nie...-przyznała Leya
-No właśnie. Więc zajmijmy się sprawami realnymi.-narzuciła Julia
-Na przykład?-zapytał Lysander
-Dlaczego zgodziłaś się iść na bal z Marcusem?-zaciekawiła się Julice
-Też się nad tym zastanawiam. I jakoś nie jestem ciekawa odpowiedzi.-Leya spojrzała na zegar. Za dziesięć minut zacznie się pierwsza lekcja tańca.


Ślizgoni, Puchoni, Krukoni i Gryffoni stali w Wielkiej Sali w chaosie. Z pomieszczenia zniknęły stoły przez co Sala wyglądała na większą niż zazwyczaj jest. W miejscu gdzie stoi zazwyczaj stół nauczycieli stali teraz opiekunowie domów. W kącie stała Nonlee z notatnikiem w ręku.
Leya szybko znalazła Marcusa. Nie odzywali się do siebie czekając na przebieg wydarzeń.
-Witam was młodzi czarodzieje!-był to donośny i jednocześnie delikatny głos opiekunki domu Ravenclaw-Nicole Geerlin-Tak więc skoro ochota do tańca jest w waszych sercach nie przedłużajmy! Zacznijmy zabawę!
Nieoczekiwanie pojawił się profesor transmutacji z niezbyt radosną miną. Gdy wraz z Geerlin demonstrował uczniom taniec Leya zrozumiała z kąt ta ponura mina na twarzy zawsze uśmiechniętego profesora. Został w ten pokaz tańca wkręcony. Zdecydowanie.
Jednak szybko wzrok Leyi staną na Nonlee i jej samo piszące pióro które jak wściekłe zaczęło zawzięcie zapisywać to co działo się w Wielkiej Sali. A po chwili działo się dużo, dużo więcej.
Uczniowie na polecenie profesorki ustawili się parami. (teraz pióro Nonlee naprawdę zwariowało) Na podłodze Sali pojawiły się świetliste kroki w matę do nauki tańca. Marcus uśmiechną się lekceważąco. Natomiast Leya zaniepokoiła się.
-Hej Leya co jest?-pyta szeptem
-Jak zrobię błąd wylądujemy jutro na okładce...-szeptała
-Mi się wydaje, że kto inny trafi na okładkę.-zaśmiał się i szepnął pod nosem jakieś niezrozumiałe słowa.-Zaufasz mi?-podał jej rękę
-Uwaga! Zaczynamy!-ogłosiła Geeerlin. Rozległa się delikatna muzyka. Uczniowie już wirowali stawiając stopy na różnokolorowych odciskach butów. Na początku wszystko wyglądało całkiem nieźle. Jednak po chwili wszyscy zastygli w bezruchu i utworzyli koło wokół jednej pary: Gabriella i Victorii.
Szybko rozległy się śmiechy. Leya nie kryła rozbawienia tak samo jak Marcus.
-Czy oni zwariowali?-zapytała Leya szeptem
-Nie, ale ja na pewno.
Marcus trzymał w prawej ręce różdżkę.
Natomiast Gabriell i Victoria na twarzach mieli przerażenie. Nie panowali nad swoimi krokami. Tańczyli jakiś dziwny taniec nie przypominający kompletnie niczego. Śmiech już słychać było w całej szkole. Młodsze klasy schodziły do Wielkiej Sali aby zobaczyć co się dzieje. Nonlee strzelała zdjęcia, pióro nie ustawało ani na moment.
-Ty łobuzie!-szepnęła Leya hamując na chwilę śmiech
-To dopiero początek. Jutro będzie jeszcze zabawniej.

niedziela, 17 listopada 2013

2.11. Wylatujesz?

     2.11. Wylatujesz?


            Być może uczniowie znowu kłócili się o Proroka, Leya chodziła jak struta, Victora pękała z zadowolenia jednak wszystko runęło doszczętnie jeszcze tego samego dnia.


            Leya na początek dostała szlaban w poniedziałek z transmutacji za brak zadania domowego. Na historii Binns odebrał Gryffonom 10 punktów, bo Leya nie wiedziała co przed chwilą powiedział. Gdyby tego jeszcze brakowało to eliksiry przez Elowisa stały się piekłem na ziemi. W czasie gdy oni ważyli eliksir on brutalnie chodził po klasie i odczytywał na głos artykuł Nonlee który to już nie robił na nikim wrażenia zwłaszcza krotko przed obiadem. Jednak to jeszcze nie był ostatni gwóźdź do trumny Leyi.


          Na trening Gryffonów kolejny raz przyszła chyba cała szkoła wraz z gośćmi będącymi już częścią szkoły. Drużyna już była gotowa go gry. Po chwili przyszedł Gabriell, a na widok Leyi zrobił się czerwony ze złości. Leya już chciała odbić się od ziemi i wznieść w górę.
-Nikt ci nie powiedział, że wylatujesz?-odezwał się głos Gabriella jakby w pustkę, ale do Leyi
-Sorki co?-zapytała cicho
-To co słyszałaś. Drużyna cie nie potrzebuje.-odpowiedział stanowczo i donośnie, a trybuny przycichły wiedząc, że coś się dzieje.
-Ale przecież... Sam mnie do tego namówiłeś! I co? Nagle się nie nadaję?-Leya nie miała już na to wszystko siły więc nie szczędziła łez.
-Oszalałeś Gabriell???-odezwał się Marcus-Od czasów Pottera nie było w Gryffindorze lepszego szukającego!
-Obrońca się znalazł... Jeśli coś ci się nie podoba to nie musisz się martwic jest wielu ochotników na twoje miejsce.
-To tobie wiecznie coś się nie podoba...
Nie było sensu dalej rozmawiać. Leya chwyciła miotłę i wróciła do szatni, a potem do pokoju Gryffonów. Wielu pytało się co tutaj robi skoro odbywa się trening. Odpowiedź była prosta.
-Świnia.-podsumował krótko Lysander.
-Gorzej...-dodała Julia
-Chociaż zagrałam jedne mecz. Fajnie było.-Leya szybko otarła łzę
-Hej! Nie płacz przez Gabriella!-krzyknęła żywo Julice
-Ha!-nagle humor Leyi się momentalnie poprawił-Wiecie co jest jutro?
-No sobota...-odpowiedział zaskoczony Gabriell
-I pierwsza lekcja tańca! Ominie mnie ten cały Bal! Nic innego nie potrzebuję do szczęścia.
-Ty to z wszystkiego robisz szczęśliwe zdarzenie...-zaśmiała się Julia
-Mam tak od przyjazdu do Hogwartu, a gdyby tak było już wcześniej to miałabym się codziennie z czego śmiać, a zwłaszcza z moich upokorzeń.-Leya weszła do dormitorium po książkę z zaklęciami wykraczającymi poza materiał, usiadła w kącie pokoju i zadowolona czytała nowe zaklęcia.


              Minęły trzy godziny. Drużyna-Nadzieja Hogwartu wróciła z treningu. Julia była zajęta czym innym, Marcin z Lysandrem i Braćmi Wybuchowymi (Solin i Narem) łamali głowy nad antidotum na Cukierki Dobrego Humoru. Gabriell się jeszcze nie pojawił. Leya już rysowała stępionym grafitem ołówka. Tak więc każdy miał swoje zajęcie. Chłopacy z drużyny usiedli razem i zaczęli się uczyć każdy czegoś innego. No z wyjątkiem Marcusa. Mina jego była straszniejsza niż nastrój Leyi rano. Przysiadł się obok niej na kanapie przy kominku.
-Hm?-zapytała nie przerywając cieniowania włosów z uśmiechem.
-Myślałem, ze z tobą gorzej.-przyznał
-Szkoda dnia. Zresztą mam się przejmować tym, że w końcu Nonlee przestanie na mnie tak najeżdżać przed każdym meczem? Luz przede wszystkim. No i ominie mnie Bal...
Marcus spuścił głowę jeszcze bardziej niż wcześniej ją miał.
-Ja właśnie tutaj w tej sprawie.
-Hm?-zapytała znowu.
-Pójdziesz na niego ze mną?-zapytał tak po prostu już spoglądając na nią .
-Czemu nie. Chętnie.-odpowiedziała bez namysłu stanowczo.
A co tam Leya... Będzie ciekawie, a ty uwielbiasz jak się coś dzieje. Nie twoja wina, że kłopoty znajdują ciebie, a nie odwrotnie...-pomyślała szybko i wróciła do rysowania.

sobota, 9 listopada 2013

2.10. Być zwykłą uczennicą.

2.10. Być zwykłą uczennicą.

           Następnego ranka płomykówki które wleciały jeszcze nigdy nie były aż tak wyczekiwane jak dziś. Tak... To tylko przez to, ze Nonlee zapowiedziała ciekawy artykulik na temat pierwszego meczu Turnieju. Leya przechodząc obok niej idąc korytarzem nie mogła na tą babę patrzeć. Zadomowiła się w Hogwarcie tak jakby to był jej dom...


               Mimo tego Leya w najmniejszym stopniu nie traciła humoru. Ale już dwudziestego listopada chodziła po szkole zdenerwowana. Ciągle wracała do jej myśli jedna data, jedna godzina: ta o której ma się zacząć spotkanie Gryffonów w sprawie balu. Opiekunka Gryffindoru już ogłosiła, że będzie uczyć tańca i są wymagane są przynajmniej pary tylko między Gryffonami.
-Nie czaję. Czym ty się przejmujesz? Po prostu tam idź!-poradziła Julice gdy czekały pod klasą eliksirów na lekcję.
-Na serio wolałabym być mniej więcej na twoim miejscu.-tłumaczyła się Leya
-Czyli na jakim?-Julice spojrzała na nią lekko obrażonym tonem.
-Nie sławna. Zwykła uczennica, a nie wielka Fire. A słyszałaś o Fire to... a tamto.... To głupie. No i jeszcze we wszystko wplątał się Quiddith...
-Chciałaś powiedzieć Gabriell zamiast Quiddith tak?
-Jeszcze sława mnie tak nie przeżarła, żeby mylić wyrazy.-roześmiała się
-Dobrze wiesz o co mi chodzi!-upierała się Julice
-Nie wmawiaj mi nie prawdy bo uwierzę! Wtedy będzie już prawdziwa bomba rewelacji.-znowu zażartowała, ale po chwili umilkła tak nagle jak Julice zadała pytanie.
Przed wejściem do klasy Elowis dawał jakąś kryształową fiolkę Victori. Na jej twarzy znajdował się krzywy uśmiech.
-Nie... Coś mi się tu nie podoba.-zaniepokoiła się Leya
-No co ty... Ślizgoni też mają za trzy dni lekcje tańca... Jak myślisz to jest miłosny czy ten robiąc z ciebie super tancerza?-zaśmiała się Julice
-Myślę, że dostaniesz O z eliksirów.-Leya weszła do sali z innymi uczniami na kolejną nudną lekcję eliksirów.


                Po turniejowym meczu drużyn z Dumstrangu: Daninag i Don Leya, Julia i Lysander siedzieli przy kominku w pokoju wspólnym. Dopiero tutaj szeptami Dziewczyny powiedziały chłopakom o tym co widziały przed klasą eliksirów, ale wspólnymi siłami niczego nie odkryli. Poszukiwania przerwał nagły powrót Gabriella który w drodze ze stadionu nagle zniknął. Jego wzrok był dziwnie nieprzytomny. Marcin który się również pojawił był bliski pęknięcia ze śmiechu.
-Dobra... Co jest?-zapytał Lysander
-A bo widzicie to ciekawa historia... Nasz kapitan jest już zajęty. Victoria na tą propozycję nie mogła się powstrzymać i rzuciła się na niego. No więc? Braciszku jak to jest się całować?-zapytał drwiąco Gabriella Marcin
-Ja... Mniejsza... To taka sensacja?-zapytał opryskliwie
-No nie zapominaj, że była tam Nonlee i wszystko nie tylko słyszała, ale i widziała więc jutro będzie bomba.-Marcin nadal się śmiał. Wtedy nagle wszyscy spojrzeli na Leyę która już wstała.
-Ciebie to śmieszy?-zwróciła się najpierw do Marcina, a potem do Gabriella-Mam dość!-wrzasnęła-Mam dość udawania, że to co czytam mnie bawi i nic nie obchodzi! Chcesz mi zrobić przyjemność i podarować kolejną porcję bzdur po której wychodzę na idiotkę? W dupę sobie je wsadź!-nie zwracała uwagi, że słyszał ją cały pokój wspólny, nie obchodziło ją w zasadzie nic. Ukryła się w dormitorium kryjąc głowę w poduszkę. Najpierw była wściekła na Gabriella potem wściekła na los za to kim jest, a koło drugiej w nocy już nie wiedziała co myśleć. Nie wiedziała już o co się wścieka. Na Gabriella o artykuł czy z... Zazdrości??? Nie chciała w to uwierzyć dlatego szybko zasnęła bojąc się jeszcze bardziej tego co znajdzie jutro na pierwszej stronie Proroka Codziennego