sobota, 28 września 2013

17. Wiara większa niż możliwości.

17. Wiara większa niż możliwości.


          Nie tylko chłopacy z drużyny byli pewni przegranej. Cały Gryffindor szedł na stadion powoli i smętnie. Pogodzili się, że nie zdobędą tego tak długo wyczekiwanego pucharu. W dodatku gdyby wygrali byliby pierwsi w tabeli domów. Ale bez Gabriella wygranie meczu nie było takie łatwe. Krukoni byli w świetnej formie. Uśmiechali się szyderczo widząc posępnych Gryffonów. To sprawiało, że wiara w Leyi zaczynała słabnąć. Nikt nie wierzył w zwycięstwo Gryffonów. Tutaj już tylko chodziło o ich honor. Nawet gdy dowiedzieli się, nie wiadomo jak, że Leya zastąpi Gabriella. Ponieważ była to tajemnica wiedzieli o tym wszyscy. Ona jednak ubrała szatę do Quidditha i zabrała miotłę Gabriella.
Jeśli już o nim... Lysander pobiegł mu powiedzieć, że Leya zastąpi go na meczu. Gabreill zszokowany jak nigdy nagle podniósł się szybko z łóżka, ubrał i wraz z Lysandrem biegł już na trybuny boiska. Była tam calutka szkoła gotowa zobaczyć porażkę Gryffonów. Gdy pojawili się chłopacy obok Juli już zaczęła się gra.
Leya pełna nerwów wzbiła się wysoko. Co jakiś czas okrążała boisko w poszukiwaniu znicza. Myślała tylko o nim. -Dziewczyno przecież złapałaś go już tyle razy!-szeptał jej w głosie cichutki głosik. Strach minął nagle zniknął. Zatrzymała się w powietrzu.
-Dość!-mówiła sama do siebie-Czas wsiąść los w swoje ręce!
Wtedy doznała szoku. Znicz zawisł kilka metrów nad obręczami Gryffonów. Jak strzała z łuku wystrzeliła w jego stronę. Po chwili zrobił to szukający Krukonów.
Gryffoni na trybunach zamarli, a Gabriellowi oczy wychodziły z orbit. Rozpoczął się pościg za złotą piłeczką. Ona latała po prostu w każdym kierunku! Najpierw naokoło boiska, potem między graczami i w końcu gdzieś wysoko w niebie.
-Nie moja droga tutaj trzeba podstępu.-kolejny raz szepnął głosik Leya natychmiast wiedział co zrobić.
Przestała lecieć za zniczem. Krukoni ryknęli śmiechem, a Gryffoni złapali się za głowy.
Szukający Ravenclaw już wyciągał rękę. Wtedy nagle Leya w rozwianej szacie i włosach przecięła mu drogę wyciągając rękę do znicza.
Trybuny zamarły, gracze zatrzymali się zapominając całkowicie o grze. Leya wykonywała młynki i fikołki na miotle. Po chwili podleciała na samą górę trybun gdzie Gabriell po prostu palił się ze złości. Zatrzymała się przed przyjaciółmi.
-Gabreill prezent abyś jak najszybciej znowu zaczął grać. ZNICZ!!!-wrzasnęła na całe gardło podnosząc w dwóch palcach złotą piłeczkę ze skrzydełkami. To był koniec meczu, a Leya nigdy nie zapomni miny Gabriella na widok w jej ręku złotej piłeczki. Zrobiło mu się strasznie głupio.
To co działo się następnie było przerażająca szybkie. drużyna Gryffonów rzuciła miotły na boisko. Leya trzymała wysoko nad głową wspaniały puchar. Za nią w jednym rzędzie szła drużyna, a za nimi cały dom Gryffindoru. Mury Hogwartu trzęsły się od ich krzyków i wiwatów. Spełniły się ich marzenia o pucharze, zła passa została nagle przerwana, a Krukoni się nie odzywali idąc za wrzeszczącym pochodem Lwów.
Pokój Gryffonów jeszcze nigdy nie był tak zatłoczony. Wiwaty tutaj nagle ucichły gdy jako ostatni wszedł do wierzy Gabriell. Leya poczuła jakiś ciężar na sercu. Postawiła puchar przed sobą i uniosła ręce uciszając Gryffonów.
-To nie moja zasługa, ze możemy świętować zdobycie pucharu.-słowa same układały się w zdania pełne wielkiego sensu.-To przez was nasz kapitan drużyny nie mógł grać. Przez was zatraciliście wiarę w wygraną. Prze zemnie, Gabreill wylądował w skrzydle szpitalnym. Zagrałam nie dla pucharu, nie dla sławy tylko po to aby wysiłek Gabreilla i pozostałych członków drużyny nie poszedł na marne. To nie moja zasługa.-Leya chwyciła puchar i podała go zaszokowanemu jeszcze bardziej Gabriellowi. On puścił go z hukiem i wziął Leyę w uścisk.
-Daj spokój.-szeptał do ucha-Przepraszam.-Gabreillowi łzy napływały do oczu?
-Baw się z nami! To twoja zabawa!-puściła go lekko zmieszana tą sceną.
-Nasza. Całego Gryffindoru.-kiwnął na Marcina głową. Ten odpalił radio. Zaczęła się wspaniała zabawa. Nikit nie zwracał uwagi na godzinę na chęć snu. Dopiero ok. drugiej w nocy pierwsze osoby dopiero szły spać. Tylko ci najbardziej wytrawni wytrzymali do ósmej  rano. Wtedy wszyscy wyszli na śniadanie Został tylko Lysander z Julią i Leya.
-Jejciuuu.-jęknęła Julia.-Chce mi się tak okropnie spać...
-A co ciekawe mi nie.-odpowiedziała Leya. Oczy jej się wcale nie kleiły. Wyglądała jakby dopiero co wstała po przespanej nocy.-Dziwne co?
-Dla mnie bardziej zastanawiająca jest ta scena Gabreilla.-Julia spojrzała na nią dziwnym wzrokiem.
-Ale co jest ni... JULIA!-ryknęła ze złością. Doskonale wiedziała o co chodzi przyjaciółce.
-Może tak nie jest?-wtrącił się Lysander.
-NIE JEST!-warknęła Leya.-Nie zakochałam się w Gabriellu.
-Dobra dobra...-ciągnęła dalej Julka.
-Słuchaj to tylko dziwne zbiegi okoliczności... i odrobina problemów... i przyjaźń.-Jąkała się Leya nadal ubrana w strój do Quidditha. Szybko pobiegła ubrać szkolny mundurek i wraz z przyjaciółmi usiadła przy zaspanym stole Gryffonów, szczęśliwych Gryffonów.

16. Zgoda.

16. Zgoda

          Julia, Lysander i Marcin zrozumieli o co chodziło Leyi. Gabreill niestety nie i zanim zdążył o cokolwiek zapytać już oberwał jakimś zaklęciem. Wpadł na regał książek, a one spadły na niego. Zrobił się ogromny hałas, a Leya znowu wpadła na plan.
Zaklęcia rzucane przez profesorów w uczniów jedynie przewalał kolejne półki z książkami robiąc zamieszanie. Zbudzili się profesorowie, dyrektor i uczniowie.
Siwobrody wpadł do biblioteki uzbrojony w swoją cisową różdżkę ani trochę zdziwiony tym co się dzieje.
-Nie ujdzie ci to tak łatwo Michaelu.-warknął na ojca Leyi
-Tak myślisz staruszku?-rzucił jakieś nieznane zaklęcie na Leyę stojącą nie daleko. Nie zdążyła ominąć zaklęcia i wylądowała obok Gabriella szybko wyciągniętego spod góry książek. Obydwoje mieli rozciętą dolną wargę; po czym zniknął tak jak profesorowie.


-Zaraz... Znowu w skrzydle szpitalnym?-Leya podniosła głowę. Zobaczyła Julię, Lysandra i Marcina.-Ja to mam pecha.
-Nie Gabriell ma gorszego. Dziś jest mecz, a dyrektor nie pozwala mu grać. Potrzebny jest ścigający. Zresztą jest na ciebie wściekły.-szeptała Julia
-Po co szepczesz? Myślisz, że jestem głuchy?-odezwał się Gabreill leżący w myślach na łóżku po prawej stronie Leyi.-Super. Już słyszę co powie o mnie nie tylko cały Gryffindor! Wielkie dzięki Leya!-syknął nie spoglądając na nią.
-Mogłeś nie iść. Ale sam chciałeś!-warknęła w odpowiedzi.
-Nie rozumiesz, że tutaj nie o to chodzi? Gdybyś nie kłamała nie oberwałbym, a teraz przegramy walkowerem i to w meczy o puchar! Nienawidzę cię!-wściekłość Gabreilla nie miała granic. Gdyby był w stanie na pewno miotną by w nią jakimś zaklęciem.
-Ja ci ratuję tyłek a ty co? Nie chcę podziękowań, ale chociaż byś dostrzegł i cieszył się, że nadal tu jesteś! Ale nie bo durny Quiddith jest najważniejszy! Myślisz, że łatwo było mi kłamać? Myślisz, że miło mi było stanąć kilka metrów przed ojcem? Bałam się cholernie, ale ktoś musi panować nad sytuacją!-tłumaczyła się Leya,ale Gabreill to ignorował. Zostały tylko trzy godziny do meczu. Wtedy Leyi wpadł jeszcze jeden pomysł.
W tajemnicy przed światem poszła do Siwobrodego z prośbą. Dyrektor wysłuchał ją i się zgodził na myśli Leyi.
-Moja droga cieszę się, że jednak mnie nie posłuchałaś.-powiedział gdy Leya była w drzwiach.-Myślałem nad tą całą historią i teraz wiem, że to wszystko było ustawione. Michael ma władzę nad dementorami. Zorganizował ten atak na Hogwart aby sprawdzić czy naprawdę jest tutaj jego córka. Tego dowodem jest ta twoja wstęga na ramieniu. Jednak miał inny cel: chciał zdobyć przedmiot o wielkiej mocy.-zaczął tłumaczyć dyrektor.
-Jaki dyrektorze o ile mogę wiedzieć?-zapytała nieśmiało zaciekawiona. Teraz te wszystkie wydarzenia nabierały sensu.
-Niestety nie moja droga. Nie tu i nie teraz. A teraz masz chyba parę osób do odwiedzenia prawda?-zapytał
-O tak. Będą zaskoczeni.


Leya na początku odnalazła drużynę Gryffindoru w załamaniu. Byli wściekli na Gabreilla.
-Dajcie spokój. Nie nadaje się na kapitana...-był to szept Marcusa.
-Zamilcz!-przerwała im rozmowę Leya.-Mecz nie jest jeszcze przegrany. Może i nie będzie wiele szans na jego wygranie, ale chociaż się odbędzie.
-Le... Leya?-krzyknęli nagle wszyscy chórem.
-Ciiii. Jeśli się wyda, ze mam zgodę od dyra aby grać z wami jako szukająca nie będzie takiego 'wow'.
Szóstak chłopaków popatrzyła po sobie znaczącym wzrokiem.-Gabriell też nic nie wie.-szepnęła z uśmiechem na twarzy.
-Jesteś pewna tego co robisz?-zapytał badawczo.
-Nie wygramy, ale przegramy z honorem przynajmniej.-pocieszyła po czym cała siódemka poszła na stadion przygotować się do meczu marzeń. Wiedzieli, że go nie wygrają, ale Leya była pełna wiary...

piątek, 27 września 2013

15. Kłamstwo ratunkowe.

15. Kłamstwo ratunkowe


          Tydzień mijał nieubłaganie. Czwórka przyjaciół w tajemnicy przed światem układało plan wejścia do biblioteki. Nie było z tym najmniejszych problemów, jednak zajmowało to bardzo dużo czasu. No i do tego Julia męczyła ich zaklęciami, które według niej mogą być bardzo pomocne. W końcu kiedyś musiała nadejść ta środa. Za dwa dni Gryffindor miał po raz pierwszy od 166 lat zagrać o puchar z Krukonami. Dlatego Gabriell nie tylko bał się środowej akcji, ale i meczu.
Lekcje mijały okropnie powolnie. Wydawało się, że się nigdy nie skończą. Tym lepiej było dla Juli. Bała się najbardziej ze wszystkich. Ale to Leya lękała się, że spotka twarzą w twarz swojego ojca. Ta myśl nie dawała jej spokoju, aż do jedenastej trzydzieści w nocy.
Po cichu Julia, Lysander, Gabreill, Leya i... Marcin?
-Co ty tu robisz?-Gabreill był zły na brata.
-Myślisz, że się mnie pozbędziesz?-fuknął.
-Cicho! Jak zbudzimy Gryffindor...-przestrzegła Leya i idąc na czele kolumny bezszelestnie zaczęła schodzić po zaczarowanych schodach. Nie było z nimi komplikacji.
Korytarz szkoły wyglądały prze upiornie. Nigdzie nie paliła się pochodnia. Miało się wrażenie, że nikogo nie ma w budynku, a tak naprawdę tylko cała szkoła spała głębokim snem czekając na czwartek.
Dzięki blademu światłu na końcach różdżek przemierzali ostrożnie drogę do biblioteki. Trafili do niej krótko przed północą. Blask księżyca oświetlał delikatnie wielkie regały z książkami. Przyjaciele nieśmiało weszli do biblioteki gasząc światełka na końcach różdżek, ale nadal trzymali je w uścisku pełnym strachu i jednocześnie ciekawości.
-Dobra i co dalej?-szepnął Marcin

-No właśnie nie wiem. Szukajmy czegoś dziwnego.-zarządziła Leya, ale nie zdążyła się ruszyć. Odwróciła się błyskawicznie widząc w na podłodze w srebrnym świetle nie pięć cieni, ale osiem.
Przed nimi stał nie kto inny jak poważny Dark i opiekun Gryffonów. Między nimi stała ta sama upiorna postać którą Leya widziała w Zakazanym Lesie. Na jej widok schowała swoją różdżkę pod szatę. Przyjaciele wręcz przeciwnie: wyszli na przeciwko przybyszom z różdżkami gotowymi do ataku jak i obrony. Ale nie wiedzieli co Leya ma już w głowie...
-No proszę... po jedenastu latach... Witaj moja droga.-łagodny głos zakapturzonego mężczyzny przerwał ciszę uśpionej biblioteki.-Jak ci się powodzi?-zapytał
-No właśnie niezbyt... Zebrałam naiwną ekipę...
-CO??!-wrzasnął Gabriell
-Zamknij się!-fuknęła na niego Leya-Tak więc zaciągnęłam ich tutaj nie podając najmniejszego powodu aby się tutaj udać w nocnej ekspedycji. Chciałam znaleźć to czego szukasz tato aby pokazać ci, że cieszę się, że ty żyjesz i chciałam ci również pokazać, że chętnie pomogę ci w takich niegodziwych planach.-Leya mówiła to tak płynnie i swobodnie, że przyjaciele pomyśleli naprawdę, że to zdrada. Profesorowie uśmiechnęli się. Gdzieś tam pod kapturem złowieszczej postaci też szybko przemknął cieć radości.
-To szlachetne z twojej strony, a pakowanie w to osób które nie znają celu jest bardzo sprytne.-pochwalił córkę-Aczkolwiek jesteś trochę za młoda, aby wiedzieć co robię.
-Sprytne? Oburzające!-odezwał się nagle Gabreill On i pozostali stali za Leyą teraz celując różdżkami na nią. Ona odwróciła się spokojnie.
-Co się wkurzasz hm?-zapytała zadziornie. Minę miała pełną pogardy.
-Nie wiecie, że jestem mistrzynią w wymyślaniu historyjek na poczekaniu?-powoli wyciągnęła różdżkę-Drętwota!-rzuciła zaklęcie na ojca. Wszyscy zastygli w wielkim zaskoczeniu, a ona skryła się za regałami książek.

czwartek, 26 września 2013

14. Nie wierz we wszystko.

14. Nie wież we wszystko.


                Przez zajęcia następnego dnia Leya zastanawiała się jak wytłumaczyć dyrektorowi całą historię nie wspominając o mapie Huncwotów i o Zakazanym Lesie. W końcu stwierdziła, że to kompletnie niewykonalne. Zamierzała mówić wszystko po kolei zaczynając od znalezienia mapy do Zakazanego Lasu, ale tak aby nie plątać przyjaciół. Doskonale wiedziała, że za takie coś mogą ją z miejsca wyrzucić poza mury szkoły, ale ją to w tej chwili nie obchodziło zbytnio.
Wieczorem weszła do niesamowitego gabinetu Siwobrodego. Nigdy nie widziała tak dziwnych, a zarazem ciekawych urządzeń czarodziejów. Na jednej z półek dostrzegła Tiarę Przydziału.
-Fire... Jak ci się wiedzie w Gryffindorze?-zapytała na powitanie.
-Nadal nie wiem dlaczego tam jestem, a nie w Slytherinie jak większość mojej rodziny.
-Zaufaj...-szepnęła Tiara i już się więcej nie odezwała.
Leya długo nie mogła się napatrzeć wszystkim portretom dyrektorów Hogwartu. Dostrzegła między nimi nie tylko Dumbledore'a, ale i profesor McGonagall. To takie dziwne widząc ich tutaj...
-Leya moja droga co cię tutaj sprowadza?-zapytał życzliwie dyrektor odwróciwszy się do niej. Wcześniej był wpatrzony w świat za oknem.-Chyba nic poważnego prawda?
--No właśnie w tym problem, że nie.-Leyi zaczęło bić serce o wiele szybciej.-Ale musi pan profesor to wiedzieć. Zaczęło się tak właściwie od szlabanu w bibliotece w pierwszy dzień zajęć...-Leya może i nawet więcej niż z godzinę ciągnęła o mapie, o podsłuchanej rozmowie i o akcji w Zakazanym Lesie, ale nie wspominała ani o ojcu, ani o Lysandrze i Juli. Dyrektor słuchał ją uważnie nie przerywając i nie zadając najmniejszych pytań.
-Posłuchaj.-zaczął gdy Leya powiedziała już wszystko co chciała-Profesorowie Dark i profesor Witerilo są zaufanymi pracownikami Hogwartu. Poza tym po co węszysz tam gdzie nie powinnaś i kto w ogóle pozwolił ci wejść do Zakazanego Lasu? Tam jest bardzo niebezpiecznie! Po drugie: nie wierz we wszystko. To strasznie zgubne. Zresztą sama się o tym nigdy nie przekonałaś?-na twarzy dyrektora malowała się złość-Tym razem ujdzie ci to na sucho Fire, ale niech przestanie cię interesować to co nie dotyczy ciebie.-rozmowa była skończona.
-Do widzenia.-Leya spłonęła ze wstydu i powlokła się do Gryffindoru ślimaczym tempem. W Hogwarcie coś złego się szykuje i to za bardzo niedługo, a dyrektor nic z tym nie robi? Leya najpierw miała wrażenie niepotrzebnej, ale potem obudziła się w niej prawdziwa Gryffonka. W pokoju wspólnym zebrała Julię, Lysandra i Gabriella i powiedziała im o spotkaniu z dyrektorem, a potem szeptem powiedziała im co zamierza zrobić.
-Nie ty naprawdę chcesz pakować się w kłopoty!-krzyknęła przerażona Julia
-Nie to nie jest dobry pomysł.-dodał Gabriell.
-Popieram.-dołączył się Lysander.
-Nie rozumiecie, że tutaj nie chodzi już o szlaban, czy wyrzucenie ze szkoły?!! Jeśli ta zakapturzona postać dorwie się do tego czego szuka nie będzie zbyt wesoło. Najgorsze, że nie wiemy o co się bijemy, ale po wściekłości tego upiora z Zakazanego jest to wielka moc.-Leyi nie przechodził przez gardło wyraz ojciec.-Skoro dyrektor nic nie zrobi my to zrobimy!
-A co czwórka uczniaków może zrobić? Chyba się tylko zabić.-podsumowała Julia
-Do diabła z wami!-Leya była prze wściekła.-Jeśli nie chcecie pokazać, że naprawdę jesteście Gryffonami to pójdę sama, a co! Nie potrzebuję tchórzy!-na ostatnim wyrazie wywarła specjalny nacisk.
-Sama?-przeraził się Gabreiell-Nie pozwolę!
-Czyli i idziesz ze mną ok.
-Ja też!-włączył się Lysander. Leya miała wrażenie, że nie chce być w jej oczach mniej odważny niż Gabriell.
-No ok,ale jak wszyscy zginiemy to nie dam wam wiecznego spokoju!-warknęła roześmiana Julia.
-Ok. To już w następną środę...

środa, 25 września 2013

13. Bo przyjaźń....

13. Bo przyjaźń...



              Salon pustoszał w oka mgnieniu. Leyę to nie obchodziło. Próbowała ułożyć sobie wszystko w głowie, ale jakoś tego nie potrafiła. W końcu zdecydowała, że wolałaby być zwykłą mugolką niż czarodziejką. Niby wszystko wydaje się takie wspaniałe i kolorowe... Zaklęcia przywołujące, teleportacja, niesamowite i trudne zaklęcia, moc magicznych mikstur dających szczęście lub miłość. Do tego jeszcze niezapomniane loty na miotle, gra w Quidditha... To wszystko tylko bajki. Naprawdę zło czai się wszędzie i nigdy nie wiadomo czy jutro...
-Hej Leya.-Gabriell usiadł obok dziewczyny przerywając jej ciemne myśli.-Czemu płaczesz?-zapytał tak delikatnie jak nigdy w życiu.
-To zbyt skomplikowane by o tym mówić.-Leya była zamknięta w sobie.
-Skomplikowana jest tylko miłość.-Gabreill sam nie wiedział z kąt wytrzasnął to stwierdzenie, ale było bardzo trafne. No nie licząc faktu o istnieniu matematyki...
-Ciekawe. Ale może i tak jest. Nie wiem. Nigdy nie zakochałam się w kimś spoza rodziny. Wszyscy wytykali mnie palcami, obrażali... Nigdy nie chcę znowu wracać do mugolskiej szkoły!!!
-Było aż tak źle?-Gabriell się dopytywał gównie tylko po to aby odciągnąć Leyę od szarych myśli. Zresztą w jakichś 20% był szczerze ciekawy przeszłości Leyi.
-Szczerze teraz nawet dziękuję tym wszystkim co sypali mi piaskiem w oczy. Przekonałam się, że słowa ranią bardziej niż czyny, a co nie boli najbardziej: ludzi ocenia się po wyglądzie. Tutaj czegoś takiego nie ma. Jestem prze szczęśliwa, że uczę się tutaj w Hogwarcie, ale mój ojciec... Widziałam go dzisiaj w Zakazanym Lesie jako jakiegoś czarnego gościa z kapturem na głowie. Ale najgorsze nie wyglądał jakby dzielił cechy dobroci. Bo taki nie był. To mnie przeraża i przerasta. A jeśli się ktoś o tym dowie i zaczną się znowu głupie odzywki, albo nawet złamią mi różdżkę. Nie chcę wracać do mugoli. Ale nie to mnie dręczy. A jeśli pójdę nagle jego drogą? Drogą zła... Zresztą moje nazwisko jest znane wszystkim z wspaniałego ministra magii...-Leya w końcu mogła wyrzucić z siebie wszystko i zapomniała o łzach. Ale przerwał jej Gabriell przykładając palec do jej ust dając znak aby skończyła mówić
-Nie! Leya to ty decydujesz o swoim losie nie on! Zresztą dlaczego Tiara przydzieliła cię do Gryffonów, a nie Ślizgonów? Bo to nie jesteś ty! Może nie znam cię aż tak dobrze, ale wiem, że masz  talent magiczny i talent do Quidditha, ale zło? W tobie?-słowa Gabriella wylewały się szybko ale zrozumiale. Nie była to jakaś wcześniej wymyślona treść, ale prawdziwa ocena przypuszczeń Leyi.
-Ja... Mierzę wyżej niż na tylko moc i potęgę.
-Hmm... Pamiętam doskonale reakcję szkoły jako jedyny w całym budynku oblałem testy roczne i dlatego nadal jestem na czwartym roku, a nie na piątym. Wiesz co to było? Kapitan drużyny siedzi o jeden rok dłużej! Odwrócili się od mnie wszyscy. Nawet chłopacy z którymi teraz gram. To tylko tak wygląda na przyjaźń... No ale wtedy przyszedł Marcin na pierwszy rok. A no i dementorzy...  No i Julia i Lysander, ale i ty. Inaczej się wstaje rano z pewnością, że gdzieś tam ktoś niedługo przywita się i zażartuje z tobą. A nauka... idzie mi coraz lepiej.
-Ale zaklęcie muszą być straaasznie skomplikowane co?-domyślała się Leya
-Jedyne co jest skomplikowane to miłość. Sam nie wiem jak do tego doszedłem... Może widząc starych znajomych kłócących się z ich dziewczynami... Nie mam pojęcia.-Gabriell... Lekko się zaczerwienił?
-Chyba pójdę do dyrektora...-zmieniła temat Leya.-Powinien wiedzieć co się dzieje nawet gdybym miała zostać wywalona za łamanie regulaminu.
-Prawdziwy z ciebie Gryffon.-pochwalił. Ich spojrzenia spotkały się nagle, a żadne nie chciało go odwrócić. Po sekundach jednak Julia nagle zeszła do pokoju.
-Matko... wy nie śpicie?-okazało się, że nagle zrobiła się północ, a Julia nie wyglądała na zaskoczoną. To była tylko manipulacja głosem jak Leya się domyśliła.
-E tam. Za dużo się dzieje, żeby iść spać, ale jutro środa... Do zobaczenia.-Gabreill wstał i wszedł schodami do dormitorium.
-Dobra o co chodzi?-Leya miała wrażenie, że nie bez powodu Julka pojawiła się tutaj.
-Bo widzisz-oddała przyjaciółce mapę Huncwotów-ta mapa pokazuje więcej niż położenie profesorów.-odwróciła się z dziwnym uśmiechem i weszła po schodach na górę.
Tak... Leya widziała na mapie siebie, profesorów, Julkę, Lysandra i Gabreilla. Zrozumiała. Zastawiła mapę na stoliku taką jaką teraz trzymała.
-Koniec psot!-Leya wiedziała jakie myśli krążą po głowie Juli. Chciała już jej powiedzieć, że to kłamstwo, ale ugryzła się w język.-A niech myśli sobie co chce. Koniec psot na dziś.-powiedziała sama do siebie. Jak się później okazało to nie był koniec, ale początek...

wtorek, 24 września 2013

12. Między drzewani

12. Między drzewami.



            Zaczynał się ciepły maj. Nie którzy już powoli przygotowywali się do testów końcowych i inni tak jak Julia, Lysander czy Leya po prostu jeszcze się obijali. Cała trójka tym razem siedziała przy stole i każdy robił coś innego. Ogólnie rzecz biorąc wszyscy się nudzili. Julia ćwiczyła rysowanie pejzaży, Lysander czytał książkę o Quiddithu. Leya natomiast wpatrywała się w Mapę Huncwotów ukrytą pod stertą rysunków na pergaminie. Znudzona do reszty gapiła się w nazwiska profesorów. Nagle zrobiła dziwne oczy i podniosła głowę z blatu stołu. Dark wraz z opiekunem Gryffindoru wychodzili właśnie ze szkoły nie wiadomo po co. Leya od razu miała złe przeczucia.
-Co jest Leya?-odezwał się Lysander zamykając książkę.
-Powiem wam po drodze.-Leya chwyciła za mapę i wybiegła z pokoju.
-Leya!-Julia próbowała zatrzymać ją bezskutecznie. Po chwili i oni biegli za Leyą wychodząc ze szkoły. Dotarli aż na skraj Zakazanego Lasu. Tutaj Leya zatrzymała się z masą pytań w głowie.
-Dobra... O co chodzi?-dopytywał się Lysander
-To taka długa historia...-dziewczyna zaczęła opowiadanie jak to znalazła Mapę Huncwotów, jak w czasie przerwy świątecznej wracając z treningów z chłopakami przyłapała profesorów na kłótni, o 'Nim' i, o 'Tej książce"
-Kłamałaś tyle czasu?!-Lysander wpadł w gniew.
-Moja wina? Powiedzielibyście mi, że nie mam się tym przejmować, albo, że sobie coś wymyśliłam.-tłumaczyła się szybko spoglądając nieustannie na mapę. Profesorowie wolno zagłębiali się w las.-Zresztą teraz usłyszycie to na własne uszy, a jeśli się uda to i to usłyszymy.-Leya już dała krok w przód w kierunku Zakazanego Lasu.
-To samobójstwo tam iść!!!-wrzasnęła ze strachem Julia
-Wiem! Ale wprost muszę się dowiedzieć czemu Dark tak naciska na Witerilo. Nie ciekawi was to ani trochę?-Leya nie wyglądała na pełną strach. Chwyciła różdżkę do ręki i nie zwracając na krzyki przyjaciół wbiegła do Zakazanego Lasu kierując się w stronę nazwisk profesorów na mapie. Mimo zbliżającego się do zajścia leniwego słońca w lesie panował mrok.
Leya zatrzymała się w końcu po długim i szybkim biegu przy jednym z drzew o przeogromnym pniu. Nigdy nie widziała aż tak masywnych drzew jakie tu rosły.
Po chwili dobiegła do niej zadyszana Julia i Lysander.
-Dobra to więcej niż samobójstwo.-stwierdziła Julia
-Cicho do cholery!-szepnęła Leya z ogromnym gniewem w głosie. Dopiero teraz serce zaczęło jej walić ze strachu bojąc się o swoje życie.
Na malutkiej polance stał nie tylko wysoki i ponury Dark i dygoczący ze strachu Witerilo, ale oprócz nich pojawiła się jeszcze jedna postać w czarnej pelerynie. Na głowie miała kaptur zakrywający całkowicie twarz. Leya wolała schować się za pień i nie obserwować ich dla własnego i przyjaciół jako takiego bezpieczeństwa. Wtedy spojrzała na mapę i omal nie ryknęła z zaskoczenia i szoku widząc nazwisko tajemniczego przybysza.
-...i macie "ją"-zapytała zapewne ów postać. Głos był donośny i dźwięczny.
-Wybacz... sługom swym...-jęknął opiekun Gryffindoru.
-Siwobrody od miesiąca roztoczył jakieś dziwne pole siłowe na Księgi Zakazane.-w Darku nie było ani odrobiny strachu w przeciwieństwie do trójki uczniów.
-Głupcy!!!-krzyknęła rozwścieczona czarna postać-Ale... Nawet dobrze wyszło. Ten stary głupiec niczego się nie domyśla. Wiem doskonale, że najpierw potrzeba znaleźć wskazówkę z biblioteki w pierwszą poniedziałek za dwa tygodnie, a potem można szukać tego amuletu. Tak naprawdę to to zadanie było testem. Oblaliście.-oznajmił wyciągając różdżkę.
Profesorowie cofnęli się o kilka kroków.
-Ale nie... Nie czas na zabijanie. Co by to się stało w Hogwarcie gdyby nagle rozeszło się, że dwóch profesorów zginęło w Zakazanym Lesie. I jeszcze opiekun domu mojej córki...-głos mu się złamał nagle w ostatnim zdaniu.-Dobra no!!! Spotykamy się tutaj w dniu wskazówki o północy. Wtedy dam wam więcej informacji.-rozległ się dziwny trzask po czym profesorowie w milczeniu zaczęli iść wąską ścieżką nie zauważając pierwszoroczniaków.
Leya nie stała na nogach. Siedział na mchu patrząc gdzieś daleko przed siebie. Twarz miała białą jak kreda, ręce jej dygotały z zimna wywołanym strachem, zaskoczeniem i przeogromnymi łzami. Nie wiedziała czy cieszyć się z tego, że jej ojciec żyje czy płakać, że zmierza do strasznej potęgi wykorzystując innych, a nawet ich zabijając. Wybrała opcje drugą.
-Ja... Jak to możliwe, że on o mnie tyle wie, a ja praktycznie nic oprócz tego, że stoi po stronie zła?-pytała sama siebie na głos gdy już profesorowie byli na skraju Zakazanego Lasu.
-O czym ty mówisz Leya?-zapytał delikatnie Lysander siadając bok niej.
-Nie tu i nie teraz. Wracajmy do szkoły zanim nam się oberwie.-Leya wstała chwytając mapę w rękę i ocierając łzy rękawem szaty i poszło prowadząc przyjaciół przed ruiny jakiejś starej drewnianej chatki. Był już półmrok. Szybko pomknęli do szkoły i bez problemów dotarli do pokoju Gryffonów. Leya zdołowana usiadła przy kominku, a Julia i Lysander zaczęli o czymś rozmawiać z Gabriellem. Słuchając tego co mówili mu przyjaciele spoglądał na Leyę wzrokiem pełnym współczucia i z lekkim zapytaniem.
-Musisz coś zrobić... Im szybciej tym lepiej...-szeptała Julia
-Ale czemu ja?-zadziwił się Gabriell-Wy się z nią przyjaźnicie, a nie ja.-sprzeciwiał się
-Już nie pamiętasz dementorów?-dodał nadal szeptem Lysander
-Ok... Ale nie teraz, ale jeszcze dziś.-zgodził się spoglądając na Leyę trzymającą twarz w dłoniach. Już jej kolor twarzy wrócił do normy, ale oczy zaczęły się robić coraz bardziej czerwone. Julia jej współczuła, Lysander jej współczuł, a Gabriell miał wrażenie, ze musi coś zrobić. I to szybko...

niedziela, 22 września 2013

11. Przyrzekam, że knują coś niedobrego.

11. Przyrzekam, że knują coś niedobrego.


              Rozpoczęła się przerwa świąteczna. Julia i Lysander wraz z Gabriellem i Marcinem wracali do domów. Od czasu meczu cała piątka zaprzyjaźniła się z sobą bardzo silnie. A teraz Leya została w Hogwarcie na święta. Mogła wracać do babki, ale ona nie lubiła tych jej spotkań z koleżankami w Wigilię dlatego wolała zostać w miejscu które pokochała bardzo mocno. Zresztą bardo chciała zobaczyć na własne oczy jak wyglądają Hogwarckie święta.
Pociąg odjechał, a Leya siedziała przy kominku z pergaminem i ołówkiem w garści. Rysowała kolejny mangowy rysunek ćwicząc swoje umiejętności. Wtedy usiadł koło niej Marcus. Trzecioklasista z klasą. Bujne krótkie włosy lekko zasłaniały mu ciemne niebieskie oczy.
-Leya jest robota dla ciebie.-wydusił z siebie nieśmiale.
-Niby o co chodzi?-Leya nie przerywała rysowania.
-To tak właściwie prośba Gabriella, ale nie wiedział jak ci to powiedzieć...-plątał się.
-Wyduś to z siebie.-poprosiła Leya spoglądając mu prosto w oczy. Minęła chwila zanim Marcus opuścił oczy.
-Więc zostajemy (chodzi o drużynę Gryffindoru) w Hogwarcie tylko po to aby trenować. Moglibyśmy grać bez szukającego, ale Gabriell  na to nie pozwolił. Dlatego chce abyś zajęła jego pozycję do końca przerwy świątecznej.-Marcus mówiąc to oglądał rysunek Leyi: drużynę Gryffindoru. Jeszcze nieskończony, ale było wiadomo o co chodzi.
Zaskoczenie zawładnęło na chwilę pierwszoklasistką. Ona? W drużynie chłopaków o których myśli nie jedna dziewczyna?-No ale jestem z pierwszego roku...-próbowała się wykręcić.
-To już załatwione z dyrektorem. Co więcej życzy ci miłej gry.-zapewniał
-W końcu jestem winna Gabreillowi przysługę. Kiedy trening?
-Za...-Marcus spojrzał an zegar-za godzinę.
-Szybki jesteś.-odparła Leya i wybiegła przez dziurę w ścianie zostawiając rysunek. Marcus schował go do swojej torby i pobiegł za Leyą na boisko. Gdy tam dobiegli zastali pozostałą czwórkę gotowi do gry.
-Ej wice kapitanie co to za opóźnienia hm?-zaczepił Marcusa Wiktor
-Wyluzuj jeszcze dziesięć minut.
Po tym czasie Leya pojawiła się w stroju do Quidditha. Bała się. Bała się, że nie złapie tego znicza i upokorzy się przed chłopakami, a jednak usiadła na szkolnym Nimbusie 2000 i uniosła się w powietrze wraz z resztą chłopaków. Na początku Marcus wypuścił kafla po chwili tłuczki i znicz który nagle zniknął.
Chłopacy grali, a Leya wypatrywała piłeczki. Śmignęła jej koło ręki. Rozpoczął się krotki pościg. Sekund później Leya miała już znicz i pokazywała go pozostałym.
-Gabriell się nie mylił mówiąc, że świetnie operujesz miotłą.-pochwalił Marcus.
-Serio tak powiedział?-jeszcze nigdy Leya nie słyszała od Gabriella pochwały.
-Nom.-Marcus wyglądał na trochę zmieszanego.
-A jednak. Ufaj tym co ratują ci życie.-roześmiała się Leya i wypuściła znicz aby znowu go szukać.


          Hogwart był już pełny ciszy gdy Leya wracała samotnie z boiska. Chodziła z Mapą Huncwotów i obserwowała profesorów. Wtedy za zakrętem najpierw rozległ się głos opiekuna Gryffindoru, a potem trzasnęły drzwi. Leya podeszła po cichu do nich. Widziała na mapie, nie tylko Witerilo, ale i prof. Dark. Było słychać ich kłótnie z opuszczonej klasy.
-Dark, robię co mogę, ale nigdzie nie ma "tej" księgi.-głos opiekuna był pełny strachu.
-On powiedział, że to tutaj jest więc mamy ją znaleźć! Chyba wiesz, że on wie wszystko?
-Wiem, wiem!-jęknął Witerilo.
-Ostatni miesiąc.-Dark skierował się w stronę drzwi. Leya jak najszybciej mogła pobiegła korytarzem w stronę wieży Gryffonów. Udało jej się uciec z masą pytań w głowie. Dlaczego opiekun Gryffonów tak boi się Darka? No i ta książka... I jakiś On? Stwierdziła, że nie wie jak, ale to jakoś musi się łączyć z atakiem dementorów. Zresztą... Teraz Leya sobie przypomniała, że te potwory miały dostać do reszty pokonane. A więc z skąd się wzięły? To nie mogą być przypadki, ale postanowiła na razie nikomu nie mówić o tym odkryciu do dalszego rozwinięcia sprawy. A czas mijał tak jak Gwiazdka. Leya poprzez wspaniałe treningi z wspaniałymi ludźmi nawet nie zauważyła gdy Hogwart znowu zaczął lekcje już w nowym roku kalendarzowym...